Powrót do letnich ubrań

17:18:00

Witajcie!
Tytuł posta raczej przewrotny, bo o tej porze roku w naszym klimacie to po prostu nierealne. Mam na myśli powrót do lata i wszystko, co z nim związane, czyli lekkie, kolorowe ubrania. Topy, T-shirty, spodenki, koszulki, sukienki, sandałki i tym podobne - niestety czekają na swój czas. Taka mnie nostalgia ogarnęła trochę z powodu aury, trochę ze względu na zmianę czasu na zimowy. Trudno - pomyślałam sobie, trzeba odnajdywać pozytywne strony tego jesienno-zimowego okresu.
Dopieszczać się domowymi pysznościami, otulać ciepłymi swetrami i ramionami ukochanej osoby.
W tym poście nostalgicznie wracam do wakacji nad morzem, konkretnie w Kołobrzegu, który bardzo lubię. Kocham morze (tu się urodziłam i długo mieszkałam i dlatego tez chętnie wracam). O ubraniu nie będę się rozpisywała, krótkie spodnie i top, ale akurat nie jestem w takim nastroju. Wiem, wiem blog traktuje głównie o modzie, ale małe odstępstwo nie będzie jak sądze przestępstwem ;)


Obudziły mnie delikatne dżwięki tego oto zegara, jak się okazało była to godzina 5 rano,
więc podjęłam próbę ponownego zaśnięcia, co się udało.


Po porannej toalecie (nie aż takiej, jak na fot) były przygotowania do lekkiego śniadania, 
który stał się u mnie w domu od dłuższego czasu niemalże rytuałem. 
Przygotowuję go osobiście, staram się by stół był ładnie przygotowany, posiłki, nawet te najprostsze ładnie podane i byśmy się tym i swoja obecnością delektowali. W tygodniu jest trudno, ale w weekendy polecam ten rodzaj "rodzinnej integracji" jakby to nie brzmiało.


 I tak przy niedzieli wzięło mnie na wspominanie miłych letnich chwil :)


Piękne chwile spędzone nad morzem :)



Piaskowa, fantastyczna budowla nie jest wykonana przeze mnie, na taką natknęłam się.



Lekkie, wygodne ubrania, tęsknie za nimi :)


Słodkie nadmorskie chwile :)


Zanurzenie stóp w ciepłym miękkim piasku - bezcenne. 


Wczesnym wieczorem spędziliśmy oboje z mężem czas przy filmie, jabłeczniku 
i wiśniowej nalewce.


Pyszna nalewka własnej roboty :)


A tu jabłecznik z naszych polskich, szarych renet i mąki amarantusowej. 
Mój mąż jest od tego ciasta specem, zawsze robił go z pszennej mąki, ale w związku z tym, 
że przeszliśmy na dietę bezglutenową pierwszy raz wykonał ciasto właśnie z amarantusowej mąki, dodał troszkę jaglanej i wyszło przepyszne, kruche, rozkoszne dla podniebienia.



Pisząc ten post mam ciasteczko na talerzu i delektuję się nim :)

Miłych jesiennych dni Wam życzę :)

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Piękne zdjęcia! A jabłecznikiem bym nie pogardziła :-). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, jabłecznik pychota! Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. miło tak sobie powspominać, zwłaszcza gdy za oknem chłód :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morze jest cudowne nie tylko latem :)

      Usuń
  3. Oj też zatęskniłam za wakacjami :)

    OdpowiedzUsuń